Archive

about music

Wczoraj premierę miała bardzo ważna dla mnie płyta. Kartagina Ostrego i Marco Polo jest pierwszym legalnym wydawnictwem w jakim maczałem palce. Dzięki uprzejmości Forina, który zaprosił mnie do współpracy mogłem przekonać się jak powstają okładki najwyższych lotów. Read More

Advertisements

Kradnę z Lineoutu. Właśnie dlatego Doom jest gościem. Nie wielu jest takich w muzyce, którzy tak dbają o swój “obraz”. That is why Mr. Doom is the man. I think there is only few people in music industry who pay attention to visuals like him.

Muzycznie, Niewidzialna Nerka jak narazie w moim odczuciu jest płytą roku. W piękny sposób przedstawiona ewolucja hip-hopu znad Wisły a konkretnie elementów produkcji i dj’ki. Fajnie, że Ci którzy zaczynali to wszystko na początku lat 90′ do tej pory są aktywni (mniej lub bardziej). Grafika tak jak muzyka na krążku nowoczesna. David Błażewicz spisał się na 5+ przeciągając temat ewolucji na stronę wizualną. Dostajemy oldschoolowe zdjęcia autorstwa Piotra Niepsuja połączone z bardzo, żywymi kolorami i nowoczesną, dynamicznie ustawioną typografią. Do tego smaczny znak NN wytłoczony na froncie. Co tu dużo gadać jest stylowo. Mam nadzieje, że Macov będzie ogarniał coraz więcej albumów, ma potencjał a zresztą zobaczcie sami, klik. Pięć dla Niewidzialnej Nerki!

Wstyd się przyznać jednak połączyłem jego imię z muzyką dopiero po śmierci przy okazji ogłoszenia tematu krążka Wszystko Jedno. Znam bity produkowane dla Pezeta i Eternii Eldo, która do tej pory muzycznie jest kozakiem jakich mało. Tak, Zjawin był za dobry o czym świadczą produkcje na tej płycie. A grafika? Ha, znowu Fo. Sorry, nie chcę żeby ktokolwiek myślał, że jestem jakimś psychofanem, Ale wygląda na to że dobre rzeczy w tym kraju wychodzą spod jednego ołówka, prawie. Najbardziej cieszy mnie to, że w projekcie graficznym widać muzykę. Jeszcze przed wciśnięciem play dowiadujemy się jak to wszystko będzie brzmiało. Te bębny, te kropki, przestrzeń i biel. Dobranoc.

Z tym krążkiem wiązałem sporo oczekiwań. Miał być super patent na grafikę i w ogóle prekursor na rynku. Przyznaję front jest mocny. Grafika 3D zawsze spoko. Po zakupie gapiłem się kilka minut. Chociaż spotkałem się też z opiniami, że wygląda nieco przaśnie i przywodzi na myśl tandetne obrazeczki z lat dzieciństwa. Mi bardziej kojaży się z okładkami Toola przypomnianymi kilka dni temu przez panów w krakowskim Record Dillaz. Co dalej. Dalej otrzymujemy fajnie skrojony logotyp Pystakty Pasja, książeczkę i klimatyczne numery poszczególnych tracków. Złoto i biel. Mistycznie. Jednak na tym pozytywy się kończą. Krzywo posklejane elementy + kilka innych kwestii. Myślałem, że to tylko mój egzemplarz jednak teraz już wiem, że to drukarnia dała dupy. Wracając do frontu. Domyślam się, że nie było innego sposoby aby wmontować grafiki w opakowanie jednak naklejenie jej na okładkę książeczki jest dla mnie słabym rozwiązaniem. Kiedy płyta była jeszcze w folii myślałem, że książeczka i grafika są oddzielone i będzie można ją sobie nie wiem, postawić na półce czy coś. Do tej pory nie wiem co mam myśleć o całości. Już chyba bardziej bym się cieszył gdyby na okładce nadrukowanan była zwykła grafika, a wszystko to na matowym papieprze. Kreda niestety psuje odbiór, jest trochę jak to mówią rubikowo. Turbo szkoda. Muzycznie, na dzień dzisiejszy nie mogę się wypowiedzieć gdyż poza singlami nie słyszałem całości. Jednak już teraz wiem, obrazy Forina zlewają się z tymi pisanymi przez Pyska i jest klimat.

Kolejna wizyta w Polsce i kolejna paczka płyt. Po prześledzeniu ostatnich 12 miesięcy pod względem wydawnictw muzycznych z uśmiechem na twarzy oświadczam, że tych fajnie wydawanych jest coraz więcej! Pojawiają się też nowi projektanci np. SewerX (jeśli Pan nie jest nowy sorry ale dopiero teraz zwrócił moją uwagę). Myślałem przez chwilę, że odebrał berło Forinowi. Jednak tytuł postu to Dalekie Zbliżenia i reszta a nie np. Wyga.co i reszta. Dlaczego właśnie Dalekie Zbliżenia? Wygrwywają z innymi przede wszystkim pomysłem. Tytuł i klimat idealnie pasują do opakowania. Do tego rester, świetne mazanie i kolory. Oglądając całość gryzie w oczy tylko jedna rzecz, typografia użyta w liście utworów ale to może dlatego, że nie jestem fanem pisanek. Cały czas myślę, że ręcznie napisany tekst wyglądałby dużo lepiej. Poza tym miód! O projekcie Parias pisałem wcześniej. Do tej pory dziwię się opiniom na temat tej płyty. Że to tylko tektura, że nie widać na półkach sklepowych itp. Sorry, ludzie ale nawet moja mama przeglądając płyty powiedziała, że to najwyższej jakości projekt, a moja mama się zna więc cicho sza. Kolejne miejsca na podium zajmują projekty autorstwa wyżej wspomnianego SewerXa, który szturmem wjechał na scenę projektując kilka bardzo fajnych płyt. Chociaż w sumie to musi oddać jedno miejsce ArtVadersowi za nowego Łonę i Webbera. Wracając do SewerXa Medium- Teoria Równoległych Wszechświatów i Wyga.co to bardzo fajnie zaprojektowane i wydane płyty jednak czegoś im brakuje, klimatu chyba (do tej pory nie ogarniam tych czaszek u Wygi, fajne ale jak się mają do muzyki to nie wiem). Kończąc wspomnę jeszcze o kilku skromnie wydanych okładkach.  A szkoda! Mam na myśli płyty spod szyldu wytwórni Pana Mikołaja Bugajaka, które wygrywają właśnie dzięki swojemu klimatowi. Dlatego tym bardziej żałuje, że nikt nie poświęcił im więcej czasu! W końcu również kupiłem sobie debiut Małpy. Ilustracje Alka Morawskiego oh ah, i świetna kreska! Zapraszam do oglądania zdjęć i miłej niedzieli!

Dzisiaj przypada 6 rocznica śmierci Jamesa Dewitta Yancey znanego jako J dilla. Miał tylko 32 lata kiedy pokonała go choroba i odszedł z tego świata. Był genialnym producentem, przecierał szlaki muzyczne gatunkom przy słuchaniu, których kiwamy dzisiaj głowami. Co roku 10 lutego na całym świecie odbywają się imprezy wspominające i celebrujące jego muzykę. Miesiąc luty w niektórych kręgach zyskał miano miesiąca Dilli. Internet, pęka w szwach od wspomnień artysty a ściany facebookowe wielu osób zamieniły się w listy najlepszych utworów, w których maczał palce. Pisząc ten wpis chciałbym jednak zboczyć trochę z muzycznego szlaku i napisać kilka słów o moim osobistym podejściu do Jamesa. Oczywiście jego muzyka jest dla mnie bardzo ważna, otworzyła oczy na wiele kwestii z nią związanych. Jednak J dilla to przede wszystkim wzór do naśladowania w kwestiach pracy. Stawiam go na jednej półce z Picassem. Wiem, że to dwie bajki. Łączyło ich jedno, obydwaj byli tytanami pracy niedoścignionymi dla konkurencji. Żyli po to aby tworzyć. Muzyka napędzała Jaya, dodawała chęci i siły do walki, była motywacją, wszystkim. Jak inaczej można wytłumaczyć produkowanie muzyki na szpitalnym łóżku czy odbywanie trasy koncertowej na wózku inwalidzkim. Dlatego jest dla mnie niedoścignionym wzorem i zawsze kiedy słucham jego muzyki przypominam sobie o tym, że jeśli się jest w posiadaniu pewnych talentów/zdolności czy pasji trzeba robić wszystko żeby je rozwijać. Dziękuję Jay Dee. Jeśli macie chwilę czasu zachęcam do posłuchania i obejrzenia materiału poniżej. Pozdrawiam.

Ostatni zakup z Polski. Nowy album młodych Waglewskich. Wydanie pierwsza klasa jak na polski rynek jednak od nich spodziewałem się czegoś więcej. Bardzo lubię kupować ich płyty, widać że bardzo dbają o stronę wizualną projektów. Narazie wyznacznikiem jest dla mnie ich Heavi Metal i okładka z rysunkami Arobala, którego więkoszść może kojarzyć z Brodkowej Grandy. Wróćmy do Zwierzyny. Forma książeczkowa albumu jest bardzo ciekawa z tego względu, że można dużo tam upchać. Oczywiście fajnie by było, gdyby całości towarzyszyła jakaś historia czy chociaż mądrze rozwinięta grafika. Fiszu z Emade wykorzstali  prace pewnego amerykańskiego artysty, niestety zapomniałem nazwiska a nie mam przy sobie płyty. Wycinanki ładnie grają z klimatem płyty, takim trochę oldschool’owym momentami siermiężnym jakby Emade i Eprom cieli wszystko nożyczkami. Poza tym przyjemne zdjęcia. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że są one jedynie wypełniaczem. Do tego w książeczce znajdziemy teksty utworów i wektorowe rysunki tytułowego zwierza. Tak przy okazji kilka lat temu rodzina Waglewskich wydała wspólny album pt. Męska Muzyka. Dźwiękowo przepiękna, okładkowo ok ale problem w tym, że forma nowego album braci kalka Męskiej Muzyki, taka sama książeczka, wymiary, grzbiet itp. Mam wrażenie, że jest to kwestia wydawcy czyli Agory. Obydwa wydawnictwa zostały przez nią wydane Swoją drogą nie widzę logo Asfaltu, a ubierać chłopaków zaczął Reebok, nie mam pojęcia czego zrezygnowali z Carhartta, chociaż to pewnie bardziej zawiła marketingowo sprawa. Podsumowując bardzo fajny produkt jednak od Wagli chciałbym czegoś więcej. Gorąco zachęcam do sprawdzenia materiału, muzycznie miażdży, coś więcej o tym na Onecie w recenzji Andrzeja Cały. Miłego! Fisz and Emade just released their new album called Animal with no leg. Really nice cover but I expected something more from them, some photos below, Enjoy.