Archive

Monthly Archives: October 2012

O tym, że popełnianie błędów jest funky dowiedziałem się dopiero podczas pobytu w Anglii. Z doświadczenia wiem, że na polskich uczelniach nie są wskazane. Wykłady i konsultacje z Ianem Noble i zagłębienie się w filozofie pana Nevilla Brody’ego utwierdziły mnie w przekonaniu, że faktycznie coś w tym jest i warto zapuścić się czasem w nieznane. Podczas studiów motywowano nas żeby je popełniać, nawet za cenę powodzenia projektu. Bardzo ciężko było mi przestawić się na ten tor. Tak naprawdę dopiero teraz zaczynam do tego dorastać. Faktem jest, że chcemy wykonywać wszystko jak najlepiej. Zazwyczaj metodą do celu jest podążanie utartymi, znanymi nam ścieżkami. Każdy designer ma swój system pracy, który pozwala realizować zadania. Myślę, że ma to również związek z łatkami, stylami i szufladami w jakie wkłada nas środowisko. Suma tych rzeczy może nas hamować, stać się ramami poza, które ciężko wyjść. Wtedy z pomocą może przyjść potknięcie się, błąd niezaplanowane działanie, które pozwoli spojrzeć na projekt pod zupełnie innym kątem. Nie wiem czy zgodzicie się ze mną ale coś w tym musi być jeżeli tak wielkie mózgi opierają na tym swoją drogę twórczą. Tak więc nie bójcie się ich popełniać i do boju! Dobranoc.

Miniony weekend zakończył się tak szybko jak zaczął dzięki Targom Wiedzy Graficznej w Warszawie. Ciężko byłoby opisać wszystko ze szczegółami, gdyż dużo się działo i nie sposób było brać udział w każdym wykładzie/prezentacji czy dyskusji. Osobiście uważam konsultacje za najciekawszy punkt programu. Niecodziennie mamy możliwośći rozmowy z czołowymi polskimi projektantami / ilustratorami. Podczas pogadanek z Edgarem Bąkiem, Tymkiem Jezierskim i 1/2 studia Homework dowiedziałem się dużo o sobie, o tym co mogę zrobić aby się rozwijać i doskonalić rzemiosło. Poza tym wysłuchałem wielu fajnych wykładów, z których większość odbyła się w niedziele, więc ci którzy uciekli wcześniej niech żałują. Do najciekawszych zaliczyłbym prezentacje studia Lunapark, Honzy Zamojskiego, który stworzył na moim laptopie schemat obrazujący produkcję książki w wydawnictwie Morava. Do tego pokaz rzeczy Tymka Jezierskiego, wykład agencji illo oraz Andree Kahlmorgan dyrektorki artystycznej magazynu Time. Także pomimo kilku niedociągnięć i pogody, która momentami pizgała złem było turbo fajnie. W końcu też udało mi się poznać osobiście kilku internetowych znajomych plus kilku innych. Na koniec wielkie dzięki dla Marty Martiszu i Pajki za przechowanie i opiękę. Mam nadzieje, że impreza będzie się rozwijała i za rok będzie jeszcze lepiej. Piąteczka!

Hej, hoł! Śmietnik kończy dzisiaj 4 lata! Dziękuję wszystkim odwiedzającym. Tym bardziej tym, którzy komentują, radzą i krytykują. Mam nadzieje, że będzie Was coraz więcej. Także tym rozprzestrzeniającym moje wypociny (dzięki Cream Team za postowanie treści na fanpage’u). Mam nadzieję, że po powrocie do Polski Śmietnik nie straci na atrakcyjności, jeśli w ogóle był. Kłaniam się, piąteczka i jeśli wybieracie się do Warszawy na Targi Wiedzy Graficznej to do zobaczenia. Po powrocie trzasnę małą relacje. Miłego!

Dlaczego wracasz Jacek? Źle ci było w tym Londynie? Ciężko o pracę? Nic z tych rzeczy.Wyjeżdżając na wyspy miałem jasno określony plan. Pojechać, nauczyć się najwięcej jak tylko mogę i wrócić. Londyn jako miejsce dla grafika jest idealny, najlepsze studia, mnóstwo wydarzeń związanych z dziedziną, wielka społeczność i dostęp do najnowszych trendów, technologii i w ogóle czego dusza zapragnie.

Jednak z mojej perspektywy wygląda to trochę inaczej. Fakt kultura wizualna stoi tam na bardzo wysokim poziomie. Miło jest odwiedzić to miasto, żeby zobaczyć jak to powinno wyglądać. Znakomita identyfikacja londyńskiego transportu, fajne plakaty, fajne wszystko, generalnie wysoka świadomość. Większość ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że design jest ważny i może ułatwiać nam funkcjonowanie/życie. Do tego na straży ładu stoją zastępy top, turbo zajebistych designerów. Można by rzec, że jest nudno. Wszystko tam mają i nie ma co robić.

W Polsce wygląda to trochę inaczej. Nasz kraj dopiero rozwija się i powoli zaczyna ogarniać te kwestie. Wychodzę z założenia, że warto jest w tym brać udział i pomogać aby było lepiej i lepiej. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest ciężko, mało płacą, klienci niewyedukowani i generalnie 10 lat za… Dlatego traktuję to trochę jako wyzwanie. Chce się sprawdzić czy podołam. Mam nadzieję, że tak. Jakby co drzwi pozostają otwarte i nic nie stoi na przeszkodzie żeby wrócić. Chociaż to ostatnie czego bym chciał. Pobyt w Anglii pomógł mi uświadomić sobie, że tu jest moje miejsce i nigdzie indziej nie chcę, żyć i pracować. Więc, życzcie mi powodzenia, trzymajcie kciuki. Na bierząco postaram się opisywać poszukiwanie pracy. Miłego wieczoru!

Od dzisiaj Śmietnik zmienia nazwę. Już nie jest w UK, powrócił do Polski. Tym samym przydałoby się podsumować ostatnie dwa lata. Czy było warto? Pewnie! Chociaż cały czas zastanawiam się czy nauczyłbym się więcej pozostając nad Wisłą i skończył jedną z naszych uczelni. Na to pytanie mogę tylko gdybać. Postaram się w najbliższym czasie opisać różnice pomiędzy studiami w Polsce i Londynie. Jedyną wątpliwość budzi we mnie zmiana kierunku studiów z Projektowania na Ilustrację. Hmmm, prowadzący kurs do tej pory uważa, że tym posunięciem dałem dupy. Jednak jak sam mawia powinno żałować się jedynie decyzji, których się nie podjęło. Rok temu czułem, że jest mi to potrzebne. Byłem w momencie kiedy komputer wychodził mi bokiem, a cały świat składał się z krzywych Beziera. Co najważniejsze miałem wrażenie, że odpuściłem bardzo ważną kwestię mianowicie rysunek. W tym ilustracja bardzo pomogła i choć nie widzę się w roli rasowego ilustratora to wiem, że ta dziedzina będzie zawsze wpływała na to co robię.

Kolejnym plusem spędzenia roku z ludźmi, którzy widzą życie przez pryzmat kartek i ołówków jest wzrost wiary we własne skillsy czysto ilustratorskie. Zauważyłem, że moje bazgroły, ilustracje czy jak to tam się zwie, które w większości to nic innego tylko szkice też są wartościowe i mogą być funkcjonować jako produkt końcowy. Potwierdza to ostatnie zlecenie dla U Know Me, gdzie do plakatu użyłem bardzo spontanicznego rysunku. Pewnie większość też tak potrafi jednak ja w tym celu przeorałem pół szkicownika w poszukiwaniu odpowiedniej formy.

W końcu też utwierdziłem się w przekonaniu na temat wybranej przez siebie ścieżki, jestem panem graphic designerem / projektantem graficznym / grafikiem tak już na serio, serio.

Co jeszcze? Poznałem fajnych ludzi, zobaczyłem jak się to robi na zachodzie i czym żyje stolica europejskiego designu. Odwiedziłem sporo ciekawych miejsc wystaw i takich tam. Do tego okres ten był jedną wielką lekcją angielskiego co jest też dużym plusem. O dziwo ludzie zaczęli się też bardziej interesować tym co robię po tym jak wyjechałem, nie wiem czy to chodzi o Londyn czy o progress dłubania. Ponadto rozpocząłem gromadzenie prywatnej biblioteki, która jak się niedawno okazało waży już prawie 200 kilogramów.

Koniec końców fajnie jest i mega się cieszę, że podjąłem taką decyzję. Wielu ludzi pyta się mnie dlaczego wracam do Polski, na to pytanie postaram się odpowiedzieć w następnym wpisie. Miłego.

Ps. Przepraszam za formę wpisu, pisałem go czekając na samolot o 4 rano.

Niestety nie dostałem biletów na dzisiaj rozpoczynającą się kolejną edycję Typo London. Na otarcie łez poszedłem na wystawę polskich plakatów filmowych i teatralnych. Polska gola! Sadly I didn’t get tickets for this year edition of Typo Talks. So I went to see polish movie and theater poster exhibition. Poland is great!