Archive

Monthly Archives: July 2012

W środę oddałem projekty do książki, która ma zostać wydana na zakończenie kursu. Każdy student na zaprezentowanie swojej pracy dostał do dyspozycji dwustronną rozkładówkę. Nie wszystkim przypadł ten pomysł do gustu, większość twierdziła, że to za mało na prezentacje. Koniec końców wszyscy jakoś dali radę. Mi też udało się zmieścić swoje dwa. Co więcej jestem całkiem zadowolony i mam nadzieje, że mój kawałeczek będzie się wybijał z tłumu. Mam za sobą kontrast i zróżnicowanie, projekty dotykają różnych dziedzin (opakowania, ilustracja, projektowanie graficzne). Myślę, że na tle książek i serii ilustracji będę wyglądał całkiem ok. Jest jeden problem. Deadline na oddawanie realizacji to pierwszy tydzień Września, większość prac może się jeszcze przez ten czas pozmieniać. Jednak potrzebny jest też czas na zaprojektowanie i wydrukowanie książki. Mam nadzieje, że wyjdzie z tego ciekawa mniej więcej 200 stronnicowa publikacja. Poniżej mały przedsmak projektu Waldemar Nalewka. Miłego!

Advertisements

Creative Review oddaje Fendera Squiera. W zamian oczekują plakatu wymarzonego koncertu. Nie mam za bardzo czasu na kompletnie nowy project więc odgrzewam dwa kotlety. Pierwszy to Doom a drugi to Madlibowy Yesterdays New Quintet. W sumie o Doomie nie śnię ale YNQ z chęcią bym zobaczył… Jeśli macie chęć możecie przesyłać swoje propozycje do 31 Lipca. Tutaj link.

Tym razem coś starszego. Kixnare wydał Digital Garden w 2010 roku jednak dopiero teraz natknąłem się na niego w sklepie. Autorem grafiki jest Animisiewasz. Animisiewasze powiedzieć złego słowa ponieważ okładka podoba mi się bardzo. Ktoś mógłby posądzić o hipsterstwo ale co tam. Klimat kalejdoskopu/mandali/kosmosu ładnie współgra z przestrzenną muzyką Kixa. Jedyne czego  się czepię to niechlujnie naklejona i niepasująca do rzeszty frontowa naklejka ale jak sam autor napisał nie mogło być inaczej (brak funduszy). Polecam bardzo, bardzo digartowy profil pana Animisiewasza! Dziękuję, Pięć.

Be Zero to fajna inicjatywa mająca na celu wskrzesić polski plakat filmowy. Wzniosły i szlachetny to cel więc przyłączam się. Organizatorzy proszą o autorskie plakaty do kilku filmów powstałych pomiędzy rokiem 2000 a 2012. Wybrałem Dom Zły. Więcej info tu. Prace można nadysłać do 20 Lipca. Miłego.

Muzycznie, Niewidzialna Nerka jak narazie w moim odczuciu jest płytą roku. W piękny sposób przedstawiona ewolucja hip-hopu znad Wisły a konkretnie elementów produkcji i dj’ki. Fajnie, że Ci którzy zaczynali to wszystko na początku lat 90′ do tej pory są aktywni (mniej lub bardziej). Grafika tak jak muzyka na krążku nowoczesna. David Błażewicz spisał się na 5+ przeciągając temat ewolucji na stronę wizualną. Dostajemy oldschoolowe zdjęcia autorstwa Piotra Niepsuja połączone z bardzo, żywymi kolorami i nowoczesną, dynamicznie ustawioną typografią. Do tego smaczny znak NN wytłoczony na froncie. Co tu dużo gadać jest stylowo. Mam nadzieje, że Macov będzie ogarniał coraz więcej albumów, ma potencjał a zresztą zobaczcie sami, klik. Pięć dla Niewidzialnej Nerki!

Wstyd się przyznać jednak połączyłem jego imię z muzyką dopiero po śmierci przy okazji ogłoszenia tematu krążka Wszystko Jedno. Znam bity produkowane dla Pezeta i Eternii Eldo, która do tej pory muzycznie jest kozakiem jakich mało. Tak, Zjawin był za dobry o czym świadczą produkcje na tej płycie. A grafika? Ha, znowu Fo. Sorry, nie chcę żeby ktokolwiek myślał, że jestem jakimś psychofanem, Ale wygląda na to że dobre rzeczy w tym kraju wychodzą spod jednego ołówka, prawie. Najbardziej cieszy mnie to, że w projekcie graficznym widać muzykę. Jeszcze przed wciśnięciem play dowiadujemy się jak to wszystko będzie brzmiało. Te bębny, te kropki, przestrzeń i biel. Dobranoc.

Z tym krążkiem wiązałem sporo oczekiwań. Miał być super patent na grafikę i w ogóle prekursor na rynku. Przyznaję front jest mocny. Grafika 3D zawsze spoko. Po zakupie gapiłem się kilka minut. Chociaż spotkałem się też z opiniami, że wygląda nieco przaśnie i przywodzi na myśl tandetne obrazeczki z lat dzieciństwa. Mi bardziej kojaży się z okładkami Toola przypomnianymi kilka dni temu przez panów w krakowskim Record Dillaz. Co dalej. Dalej otrzymujemy fajnie skrojony logotyp Pystakty Pasja, książeczkę i klimatyczne numery poszczególnych tracków. Złoto i biel. Mistycznie. Jednak na tym pozytywy się kończą. Krzywo posklejane elementy + kilka innych kwestii. Myślałem, że to tylko mój egzemplarz jednak teraz już wiem, że to drukarnia dała dupy. Wracając do frontu. Domyślam się, że nie było innego sposoby aby wmontować grafiki w opakowanie jednak naklejenie jej na okładkę książeczki jest dla mnie słabym rozwiązaniem. Kiedy płyta była jeszcze w folii myślałem, że książeczka i grafika są oddzielone i będzie można ją sobie nie wiem, postawić na półce czy coś. Do tej pory nie wiem co mam myśleć o całości. Już chyba bardziej bym się cieszył gdyby na okładce nadrukowanan była zwykła grafika, a wszystko to na matowym papieprze. Kreda niestety psuje odbiór, jest trochę jak to mówią rubikowo. Turbo szkoda. Muzycznie, na dzień dzisiejszy nie mogę się wypowiedzieć gdyż poza singlami nie słyszałem całości. Jednak już teraz wiem, obrazy Forina zlewają się z tymi pisanymi przez Pyska i jest klimat.

Fajno jest kiedy muzyka dorównuje grafice, szkoda że często te dwie wartstwy nie grają ze sobą. Na szczęście w przypadku Daniela i trzeciej części Electric Relaxations nie musimy się o to martwić. Pomiędzy opakowaniem, a zawartością krążka stawiam znak równości. Na dzień dobry wita na gołąb wczytujący się zapewne w booklet nowej płyty DD. Rysunek pierwsza klasa, brudna, miejska bardzo gołębia kreska. Spodziwałem się że otwarte skrzydełka ukażą więcej ptaków bądź też coś w stylu ulicznych krajobrazów. Jednak Forin rozegrał to inaczej. Środek to czysta abstrakcja, formy geometryczne połączone z odręcznym mazaniem. Wszystko w bardzo fajnej ciepłej kolorystyce. Pomazany tył opakowania ładnie zamyka całość. Pomimo tego że forma samego digi-paku jest bardzo skromna odbiór jest mega pozytywny. Styl grafiki robi swoje. Dzieje się tak dlatego, że autor poligrafii dobrze rozumie artystę i jego funk. Z resztą pokazał to przy okazji poprzedniej edycji Electric Relaxations. Szczerzę to nie wiem, który projekt jest lepszy. Ale po co oceniać, jest kosa. A muzyka? Damn! Daniel zamiata! Jest 40 stopni, a ja jadę właśnie na domówkę i mam nadzieje, że ta płyta będzie gwiazdą wieczoru. Najlepsi ludzie, piwo i Daniel Drumz. Kraków! Polecam gorąco.