Archive

Monthly Archives: May 2012

Jak to jest mieć na swoim koncie ponad 50 okładek albumów muzycznych (winyli, cd i chyba kaset ale tego nie jestem pwien)? Dzisiaj na swojej stronie napisał o tym Forin. Osobiście najbardziej zadziwia fakt jak na przestrzeni 12 lat zmieniały się gusta i sposoby tworzenia. Chciałem wybrać swoje top trzy jednak dużo więcej tego się nazbierało. Polecam wpis i śledzenie działalności Pana, na mieście mówią że nowe projekty są w drodze. Fo co raz bombarduje ciekawymi rzeczami. Przypominam też tu, tu o niedawnym wywiadzie na temat projektowania opakowań muzyki. Miłego.

 

Advertisements

Widziałem ostatnio na żywo kilka obrazków Gary’ego Taxali. Klimatu w jego pracach zazdrości mu niejeden. Kreska rodem z amerykańskich reklam minionego stulecia jednak z dawką współczesnego humoru. Piękna typografia plus elemnty kolażu, oh ah.Do tego ilustracje tworzy na ciekawych podłożach np. starych okładkach książkowych co dodaje dużo klimatu kiedy oglądamy je w galerii w śnieżno białych ramach za szkłem. Polecam pana bardzo! Tu portfolio klik. Miłego weekedu!

Projekt ten powstał aby udowodnić, że szkice też mogą być produktem samym w sobie. Szczególnie takie jak Pinyady. Ma świetną kreskę, jej szkice są zawsze bardzo trafione, delikatne a zarazem z pazurem. Niestety często kiedy przedstawia efekt końcowy wszystko jest przemęczone i traci to coś. Zaproponowałem jej więc małą kolaborację aby uświadomić moc ołówka. Oraz to, że w pewnych wypadkach szybki rysunek działa lepiej niż męczony przez kilka godzin. Tak powstała mini książka/graphic novel The Forgotten Swan. Szkice Pinyady, trochę edycji ode mnie i jest. Zostawiłem nawet pierwotną typografię, najlepiej pasuje do całości. Mogę śmiało powiedzieć, że to pierwsza profesjonalnie wydrukowana i złożona książka z jaką miałem okazje pracować. Polecam bardzo serwis Blurb (szkoda, że wysyłka ze Stanów tak długo trwa). Historia wewnątrz opowiada o Monach, pierwotnej grupie etnicznej zamieszkującej południowo/wschodnią część Azji, więcej tu. Zdjęcia poniżej, miłego! The Forgotten Swan came to life just to prove a point that sketch can be final piece. I think that Pinyada didn’t believe in her fast drawings so I created book with them. I love her sketches, fast, sharp but delicate as well. For me they are perfect but she always work and develop them. Final outcome often lose its magic. Blurb took care about printing and binding. To be honest it is the first profesionally made book that I was working on. Really nice, Thank Pinyada for collaboration. Photos below, enjoy it!

Dwie ciekawostki, które pojawiły się ostatnio. Pierwsza to wywiad Marcina Flinta przeprowadzony z Forinem na temat projektowania okładek. Druga pozycja to krótki filmik z pracowni Ilustracji Akademii Sztuk Pięknych. Dobranoc.

1. Jak oceniasz okładki polskich płyt? Czy widzisz jakieś tendencje panujące wśród Twórców, zmiany rozwojowe na przestrzeni lat?
Wreszcie zaczyna się coś dziać. Projektanci zaczynają myśleć o okładce nie jako samym froncie, ale jako o obiekcie całościowo. Coś co wcześniej nie skupiało ich uwagi, np. jak produkt prezentuje się na tle innych na półce teraz wychodzi na pierwszy plan. Pojawia się coraz więcej projektów koncepcyjnych posiadających dobre pomysły. Cieszy mnie to, że polskie płyty rapowe są obecnie najlepiej wydawanymi płytami na polskim rynku wydawniczym. To, że wytwórnie muzyczne zaczynają zdawać sobie sprawę, że trzeba odróżnić jakoś płytę i zachęcić do kupna potencjalnego klienta. Odwieźć go od ściągnięcia tej płyty z internetu – to właśnie daje dobre projektowanie. Jest ono wartością dodaną, której nie da się zastąpić niczym. Jeszcze parę lat temu rynek projektowania okładek był bardzo wąski, przewijało się parę nazwisk – ksywek. W tej chwili możemy zauważyć swoisty Renesans projektowania. Jeśliby nawet miało to być podyktowane chęcią zdobycia szybkiego rozgłosu, nawet pojedyńczego strzału zawsze jest to z dobrem dla tej dziedziny grafiki. Projektowanie okładek i poświęcenie się jemu wymaga od projektanta dużego zaangażowania i wielu poświęceń. Nie jest myślę trudno zrobić jedną b.dobrą okładkę, trudniej jest samemu siebie przeskoczyć i zrobić np. dwadzieścia o podobnej jakości pomysłu. Trendy przemijają, pomysł musi być ponad czasowy, wyłamywać się poza schematy narzucane przez modę.

2. Dorobiliśmy się następców Karewicza, Sawki? Mamy Twoim zdaniem ludzi, którzy są dla polskich okładek płytowych tym, kim Norman Foster i Zaha Hadid dla architektury?
Na 100 % ze starszego pokolenia obok wymienionych przez Ciebie jest Roslav Szaybo. Jeśli chodzi o obecne pokolenie…Nie mam wystarczającej wiedzy, żeby móc oceniać dokonania innych projektantów – rówieśników, czy młodszych stażem. Inną sprawą jest to, że jest to jednak za mały rynek, żebym móc kogoś wyróżniać. Nie mamy kultury projektowania okładek płytowych. Nie znam osób, które by tylko z tego mogły się utrzymać. Podejrzewam, że taki twór jak choćby angielska grupa projektowa Hipgnosis odpowiedzialna wg mnie za najpiękniejsze i najbardziej ponadczasowe okładki światowej fonografii w swoim kształcie w Polsce by przeżyła 2 miesiące.

3. Nie chcę narzekać, bo ja wyszperam sobie w polskich okładkach coś dla siebie. Dopiero kiedy patrzę na zachód, na płyty Bon Iver, Bjork,Toro Y Moi robi mi się jednak trochę przykro. Czy rzeczywiście mocno odstajemy? Co odpowiada za aktualny stan rzeczy?
Myślę, że w dużej mierze jest to podyktowane stawkami za wykonaną pracę. Kwestia budżetów na produkcję płyty i ich zagospodarowania. Projektant okładki często sprowadzony jest do funkcji osoby składającej zdjęcia i dostawiającej typografię. W ten sposób wyceniana jest jego praca. W Polsce dopiero uczymy się szacunku do wykonywanej profesji projektanta, jego doświadczenia, dorobku. Nadal najważniejszym czynnikiem wpływającym na wybór danej osoby jest jego wycena. Co w tej materii jest dla mnie jakimś absurdem powodującym często uśmiech na twarzy. Jaki kraj, tacy terroryści…jak to powiedział w jednym z kawałów, bezdomny do bezdomnego komentując rozbijającego się o Pałac Kultury i Nauki w Warszawie motolotniarza.

4. Jaki komfort pracy ma polski autor okładek? Czy naciski i ograniczenia ze strony wydawcy i artysty są duże? Stawki pozwalają na komfort pracy?
Osobiście nie czuję takich nacisków. Mam ten komfort, że zazwyczaj mam wolną rękę w realizacji. Moje stawki pozwalają mi na życie na poziomie, który mnie satysfakcjonuje. Przy okazji angażuję się w projekty, które uważam za warte uwagi, na które mam pomysł, a są po wiele niższych stawkach. Pozostawiłem sobie na takie projekty miejsce w grafiku pracy. Pewnie jeślibym starał się żyć tylko z projektowania okładek dawno bym poszedł z torbami.

5. Środowisko hip-hopowe wydaje Ci się najbliższe – często towarzyszy mu określona, sformułowana sporo czasu temu estetyka. Czy w jej ramach idzie jeszcze coś kreatywnego zdziałać? Czy kiedy patrzysz na hip-hopowe okładki nie masz wrażenia deja vu?
W większości przypadków okładki hip-hopowe są robione przez zaprzyjaźnionych z artystami grafików. Często Ci graficy nie mają żadnego wykształcenia kierunkowego, podpartego wyższymi studiami artystycznymi. Często też ich przygoda z zaprojektowaniem okładki zaczyna się i kończy w momencie wykonania tej pierwszej. Oczywiście są to rzeczy przeważnie utrzymane w utartej stylistyce charakteryzującej tę kulturę, czyli nawiązania do graffiti, jej symboliki, specyficznych zdjęć z pozami przeniesionymi zza oceanu. W tym całym natłoku informacji, stylistyk właśnie chodzi, żeby wydzielić coś dla siebie. Nie dać się zwariować. Zebrać swoje całe doświadczenie, zorientować się w czym się jest dobrym, co składa się na nasz styl, warsztat i poświęcić się temu. Kultura ta uczy, że ciężką pracą zawsze udaje się przenosić góry. Sumienność i szczerość w tym co się robi to najlepsza recepta dla osób, które mierzą się z tą materią na co dzień.

6. Jak przygotowujesz się do pracy – czy ważne jest dla Ciebie spotkanie z członkami zespołu, mocne wsłuchanie się w jego muzykę, czy “research” jest tu kwestią drugorzędną?
Zawsze rozmawiam z artystą o jego albumie, staram się znaleźć wspólny język. Zrozumieć go. To jak rozmowa osoby portretowanej z portrecistą. Ważną częścią jest też przesłuchanie płyty. Okładki CD traktuję jak małą formę artystyczną. Zawsze chcę, żeby były odpowiedzią, bądź moim subiektywnym komentarzem do danej płyty, muzyki, tytułu. Dialogiem pomiędzy mną, a kupującym. Staram się, żeby były cząstka danej płyty, jej częścią, jak każdy utwór zaprezentowany do niej, dopełnieniem. Niesamowite jest to, że od tylu już lat przynosi mi to bardzo dużo frajdy. Lubię to robić. Standardowo przygotowuję kilka dróg, które podlegają wycenie przez wydawcę. Wybieramy wspólnie tę która dla płyty będzie najbardziej odpowiednia i jest opłacalna dla wytwórni.

7. Z których swoich okładek jesteś najbardziej zadowolony?
Z tych, których jeszcze nie zrobiłem. Hej przygodo.

Nie było mnie ostatnio trochę. Z kilkoma sprawami musiałem się uporać. Od dzisiaj będzie już tylko lepiej i częściej gdyż zatwierdzone zostały pomysły mojego końcowego projektu/dyplomu. Cieszę się ponieważ temat ten spędzał sen z powiek przez ostatnie tygodnie. Żeby było śmieszniej okazało się, że nie będę robił jednego a dwa dyplomy, a co! Dzięki temu poszaleję zarówno na polu ilustracyjnym jak i spęłnię się jako pan projektant. Pierwszy dotyczy tzw. osiedli councilowskich, po polsku chyba komunalnych. Jestem zafascynowany ich architekturą, być może dlatego, że sam mieszkam na jednym. W każdym bądź razie planuję odwiedzić 34 najciekawsze, stworzyć serię wielkoformatowych ilustracji. Na koniec skondensować je do formy znaku i wyprodukować linię snap-backów. Drugi projekt to identyfikacja wizualna dla nalewek produkowanych przez mojego wujka. Powstanie fajny znak, butelki, ilustracje na etykietach, opakowania i książeczka tłumacząca proces tworzenia oraz przybliżająca historię. Podobno tradycja robienia tego typu alkoholu jest od dłuższego czasu w rodzinie. Projekt ten jest tym bardziej ciekawy dlatego, że na angielskich ziemiach nikt nie słyszał o tego typu wyrobach, wykładowcy już czekają na degustacje. To tyle jeśli chodzi o uczelnie. Poza tym jestem zaangażowany w kilka projektów w Polsce oraz za tydzień zaczynam staż w Draught Associates firmie odpowiedzialnej za projekt Visual Aid. Mega się cieszę z tego powodu. Zachęcam do wpadania do Śmietnika, będą spostrzeżenia stażysty. To chyba tyle, miłego weekendu. Jakby było mało say cheese jest codziennie uaktualniany. 5!