Archive

Monthly Archives: November 2011

Robins foot to nazwa bloga, który zotał założony przez koleżankę z grupy, będą tam umieszczane nasze projekty uczelniane i nie tylko. Wygląd jest dopiero ogarniany. Z nazwą to dziwna sprawa otóż w studio mamy sztuczną stopę zapewne manekina. Nie wiadomo skąd i jak się tu wzięła. Kiedyś słyszałem, że pewien plakstikowy pan studiował pod okiem Robina wiele lat temu. Niestety nie obronił dyplomu, za to obcięto mu nogę, utopiono w rzece zakręcającej przy wydziale. Następnie odprawiono modły, Robin posypał zwłoki solą i spalił je. Wszystko po to aby duch niedoszłego ilustratora nie został uwięziony na wydziale. Resztki plastiku pogrzebano na czwartym piętrze w studio rzeźby w wanience z gliną. Pozostała jedynie stopa. Jest przestrogą dla nas, wszystkich którzy byli przed i pojawią się po nas. Rysujcie albo skończycie jak wasz kolega, chociaż po rozmiarze i kształcie śmiem twierdzić, że była to koleżanka. Ave Robin!

Projekty koperty dla Plug & Play i ich nowego singla. Odrzucone, ale fajne szczególnie ten rozwinięty. Po rozłożeniu koperty, ilustracja do powieszenia na ścianę. Stary rysunek posłużył za ilustracje tytułowej Alicji. Miłego!

Nie wiem dlaczego, jak i skąd ale wczoraj 638 osób zajrzało do śmietnika. Nie widziałem czegoś takiego poza dniem kiedy dostałem digart dnia. Dlatego jeszcze raz dzięki, dobranoc!

Jak wyrzucać rzeczy do śmietnika to po całości. Na koniec jeszcze zdjęcia z przeglądu. Po niektórych projektach musiałem zbierać szczękę z podłogi. Kilka osób napisało i zilustrowało własne historie, damn! Generalnie bardzo fajny poziom projektów. Naładował motywacją do pracy! Kolejną ciekawą sprawą, o której wcześniej nie pisałem jest przypadek naszego mistrza główno dowodzącego. Jest nim Robin Harris. Ten człowiek jest bez wątpienia najdziwniejszym wykładowcą jakiego spotkałem w pozytywnym słowa znaczeniu. Dwa znaki rozpoznawcze to dziwne odgłosy wydawane przez niego podczas tutoriali oraz śmieszne briefy, w których używa setek fontów. W mailach od niego jest ich jeszcze więcej. Dzisiaj z ciekawości zapytałem ile fontów ma na komputerze. Odpowiedź: nikt tego nie wie! W październiku byłem tym nieco zniesmaczony jako wyznawca filozofii czytelności i korzystania z bardzo niewielkiej ilości krojów. Teraz przyzwyczaiłem się i zauważam niesamowity urok w tym wszystkim. Na pytanie czego używa tak wielkiej ilości czcionek odpowiada bo tak lubi. W sumie dlaczego nie? Nie wykasujemy tych wszystkich dziwnych fontów, nauczmy się je kochać! Dobranoc.

W końcu! Projekt trwający w sumie od października dzisiaj powiedział bye bye. Podzielony był na trzy dwutygodniowe części w trakcie, których badaliśmy przydzielone nam figury geometryczne. Pierwszy brief dotyczył formy, drugi znaczenia a trzeci i zarazem najciekawszy nakazywał na podstawie zebranych doświadczeń stworzenie własnego mini projektu. Mój trójkąt od początku prowadził w stronę muzyki. Tak więc skończyłem z serią ilustracji prezentującą style pięciu wykonawców. Trzech wybrałem sam(onra, falty dl i zomby) ale po konsultacjach wykładowcy uznali, że potrzeba trochę to ubarwić kobiecym głosem, dodali mi zespół Nightwish i Ortegę Cartel. Do tej pory jestem zdziwiony gdzie anglik natknął się na polską grupę hip hopową okupującą Kanadę. Ok, żeby nie przeciągać poniżej projekty, bardzo fajne kolorowe printy oraz książeczka prezentująca całą drogę.

Miałem szczęście wysłuchać wczoraj wykładu Stephena Smitha tworzącego studio Neasden Control Centre. Przeprowadził nas przez 10 lat działalności. Jest to osoba, na którą warto zwrócić uwagę. Bardzo zgrabnie porusza się na granicy designu, ilustracji i przestrzennych instalacji. Zakres klientów ogromny od ekskluzywnych hoteli przez publikacje w gestalten do nike czy burtona. Co mnie najbardziej urzekło to, że projekty dla klientów nie różnią się niczym od prywatnych poszukiwań. Zerknijcie na stronę oraz kilka prac poniżej. Przepiękna ręczna typografia!