Black Jack Johnson n y c r o c k i n g…

Twórcy „Blakroc” ciągle podgrzewają atmosferę przed premierą albumu wypuszczając co raz to nowe kawałki w eter. Słuchając dostępnych nagrań nie sposób przynajmniej na chwile wrócić pamięcią do pewnego albumu, który utrzymany był w bardzo podobnej stylistyce. Mam namyśli „The New Danger” Mos defa wydanego w 2004 roku. Idąc dalej płyta towarzyszy mi nie przerwanie przez większą część dnia. Uważam ją za najlepsze dzieło w dorobku Mosa. O jakości albumu świadczy czas jaki upłynął od premiery a numery na nim zgromadzone ciągle elektryzują, nie nudzą się wcale. Zupełnie nie rozumiem czego materiał został tak zmasakrowany przez krytykę? Z recenzji i opinii jakie miałem okazje przeczytać wynikało jedno, ogół chyba nie zrozumiał treści wydawnictwa. Wszyscy bowiem czekali na powrót wielkiego rapera, na „Black On Both Sides 2”, na kolejne genialne nastrojowe kawałki w stylu „umi says” czy bangery jak „ms. fat booty”. Jednak Black Dante zaskoczył wszystkich, wrócił z płytą której zaszufladkowanie jest praktycznie nie możliwe a przyklejenie etykiety rap to wręcz zbrodnia. To chyba uraziło większość, być może publiczność przyzwyczajona do dźwięków z winylowej płyty nie była w stanie przyswoić sobie gitar, żywych instrumentów i śpiewu rapera.

Miałem okazję uczestniczyć dzisiaj w ciekawej rozmowie o współczesnym rocku, punku, bluesie, generalnie muzyce. Mając cały czas w głowie „The New Danger” pomyślałem sobie w czym Boogie Man jest gorszy od takiego np. Juliana Casablancasa, wokalisty the Strokes czy innych przedstawicieli tego gatunku? W czym kompozycje grupy Black Jack Johnson są gorsza od innych tego typu kapel? Nie będę mówił, że Mos jest genialnym śpiewakiem, bo nie jest, ale każdy kto go słyszał przyzna mi racje, że ma świetny głos i jak trzeba zaśpiewać potrafi. Do tego założył zespół o nazwie Black Jack Johnson skupiający genialnych muzyków. Dr. Know gitarzysta Bad Brains, Bernie Worrell kompozytor i klawiszowiec Parliament- Funkadelic legendarnej grupy Georga Clintona i Doug Wimbish basista grupy Living Colour. Kapeli została od razu przypięta etykieta super grupy. Jednak „The New Danger” okazało się wielkim rozczarowaniem. Pytam dlaczego?

Jeszcze raz powiem, iż jest to genialny album, każdy znajdzie tam coś dla siebie, kawałek który przylgnie do serca na długi czas. Punk, rock, metal, blues, rap, soul to wszystko jest na tej płycie, do tego stanowi spójną całość. Przesłuchałem tą płytę w ciągu tych pięciu lat wiele razy, może jeszcze więcej i ciągle mam ochotę wciskać play. Nie będę wymieniał najlepszych kawałków ponieważ przez to dyskryminowałbym inne również zasługujące na uwagę. Wydawnictwo jest dowodem na to, iż Dante Terrel Smith jest wielkim artystą nie znającym granic, nie każdy odnajdywałby się tak dobrze w skórze rapera, rockowego wokalisty czy bluesmana. Kocham Cię Mos!

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: