Archive

Monthly Archives: May 2009

Bez nazwy 1

Słucham trzeci raz tego albumu i pewnie na tym się nie skończy ponieważ będę się doszukiwał wyjątkowości tego wydawnictwa.  Jednak jak na razie jestem wielce rozczarowany. Wielki Meth i Red nie podołali i część druga Blackoutu jest co tu dużo mówić słabiutka! Strasznie szkoda, czekałem na tą płyte od wydania jedynki, czekałem na kolejny klasyk, niestety. Chrypka i seplenienie Methodmana nie wystarcza, szalony styl Redmana też już nie zaskakuje. Dlaczego? Bo podkłady kiepskie są. Oczywiście jest kilka kawałków, które przykuwają uwagę i kilka przy, których głowa wpada w niesamowitą wibrację. Keith Murray to człowiek, którego zapamiętałem najbardziej chociaż ma tylko jedną krótką zwrotkę w jednym kawałku, jego flow powala na ziemie tak, że przez 10 minut nie mogłem podnieść się z podłogi, Kocham tego człowieka. Jednak biorąc wszystkie za i przeciw to takie słabe 3 wychodzi, szkoda. Powyżej widać jak wielki jest stary krążek a jak malutkie nowe cd…