Archive

Monthly Archives: December 2008

a

b

Advertisements

z6073802x1

Dziwnym zrządzeniem losu i w jeszcze dziwniejszych warunkach wszedłem w posiadanie Koncertowej wersji Męskiej Muzyki autorstwa Waglewskiego, Fisza i Emade. Gwiazdka i Gwiazdor w tym roku przeszli samych siebie. Zafundowali mi bowiem 81 minut permanentnego orgazmu.  Dla respektu wypije za Was talerz wigilijnego barszczu.

Kilka słów o wydawnictwie.  Myślałem, że ta płyta będzie się różniła od wersji studyjnej tylko wizualnym zapisem koncertu a książeczka itp. pozostaną takie same. Pierwsze miłe zaskoczenie. W środku możemy przeczytać ciekawe artykuły o każdym z artystów biorącym udział w koncercie.  Jeśli sobie nie zdawaliśmy sprawy z kunsztu i kwalifikacji poszczególnych muzyków po tej drobnej lekturze nabieramy wstępnego respektu ( osobiście pomyślałem że to sami geniusze, zebrani  na jednej scenie, to musi być coś!)

Odpalam płytkę. Koncert to jedno wielkie Jam session gdzie poszczególne piosenki zlewają się w jeden strumień cudownej dla ucha powodującej gęsią skórkę muzyki. Posiadam wersję studyjną tego wydawnictwa jednak koncert to zupełnie inna bajka i szczerze mówiąc ta wersja jak dla mnie jest dużo dużo dużo lepsza.

Najstarszy z muzyków Pan Waglewski rządzi, na tyle sposobów dotyka swoich gitar, że nie mam pytań. Niejedna kobieta w życiu nie była tak zaspokajana jak towarzyszki Wagla. Człowiek o dwóch, ba o nieskończonej ilości twarzy. W jednej minucie spokojny melancholijny a już w następnej szatan wyrywa się z jego palców i agresywnie, mocno gra ze strunami. Do tego jeszcze ten pijacki wokal, po prostu bajka. Bębny Emade też chyba miały do czynienia z mocami nie z tego świata. Świetny perkusista. Mówią że gra na perkusji inaczej niż wszyscy, nie znam się na tym za bardzo ale coś w tym jest. W dźwiękach wydobywających się z jego instrumentu jest mnóstwo rapu i odwołań do tłustych bitów. Nigdy nie słyszałem o Marcinie Maseckim to Pan od klawiszowych spraw. Istny szatan! co on wyprawia z tymi instrumentami. Taki młody a takie rzeczy. Geniusz! ! ! W harmonijce Bartka Łęczyckiego zakochałem się przy okazji studiowania studyjnej wersji Męskiej. Po obejrzeniu DVD  moja miłość rozszalała się na dobre. Przychylam się do słów Johna Lee Hookera, który powiedział że nie słyszał lepszego harmonijkarza. Piotr Chołody basista nie wybijał się za bardzo ale podobno to dobrze bo rasowego basistę poznaje się po tym, że tak naprawdę w ogóle go nie słychać. Pan Fisz Waglewski szalony tekściarz. Tylko chorobą psychiczną potrafię wytłumaczyć jego metafory i inne gierki słowne.

Podsumowując Ten koncert to nic innego jak fuzja chyba wszystkich stylów muzycznych. Banda Geniuszy!