bla bla bla bla bla
listopad 4, 2009
nic
wrzesień 8, 2009
Po wakacjach, skończyły się już niestety. Ale miło było dużo się zobaczyło, wiele zwiedziło, coś nie coś usłyszało. Podsumowując wakacje na 4+. Nie ma piątki bo za krótkie. Czas do pracy się wziąć. Zlecenia się sypią, zaliczenie czeka, a ja znowu noc ze sztalugą i węglem w ręku ehhhh. Kocham tą grę.
.
wrzesień 7, 2009
Tak poza tym to kochajcie się tylko bez przesady, . Słuchajcie dobrej muzyki, dużo dobrej muzyki i dobranoc.
warszawa
sierpień 23, 2009
Jakiś czas temu miałem przyjemność odbywać praktyki w Warszawie w Good Brand & Company. Kilka refleksji na temat wielkomiejskiego projektowania. Nie jestem wielkim fanem naszej stolicy, ale trzeba przyznać, że ludzie tam mają zupełnie inne, o niebo lepsze podejście do grafików i reklamy wizualnej niż u nas w Lublinie. Nigdy w życiu nie spotkałem ludzi tak zaangażowanych w swoją pracę. Do tego klimat, wszystko na luzie bez spięć, napięć i stresu kojarzących się z agencjami reklamowymi. Co więcej dzięki takiemu podejściu do pracy dziewczyny z Good Brand wydawały się pracować dużo bardziej efektywnie. Ah no i jeszcze jedna rzecz, komputery z pod znaku nadgryzionego jabłka, coś pięknego funkcjonalność, wydajność, wygląd oh, ah zakochałem się.
Generalnie, jeśli chodzi o relacje klient- agencja to niebo a ziemia pomiędzy naszym miastem i Wawą. W Lublinie ma być tanio, szybko i niekoniecznie ładnie, poza tym zleceniodawca jest panem i władcą niemającym pojęcia o projektowaniu a grafik rzemieślnikiem posłusznie wykonującym polecenia pana trzymającego kasę. W Warszawce przynajmniej w firmie, w której miałem okazje praktykować to zleceniodawca słucha a agencja mówi jak ma być. Poza tym współpraca pomiędzy agencją, co tu dużo gadać. No o pieniążki, właśnie pieniądze, jeśli mowa o pracy to też ważny temat. Tu śmiech, tam całkiem ok.
San San, historia sztuki i korba. Dobranoc
czerwiec 8, 2009
Noc jest, o 9 rano egzamin. Niby się coś uczyłem wypiłem litr tigera ale jakoś nie czuje obesności wiedzy w moim umyśle. Zobaczymy co będzie rano. Mam nadzieje, że zostanę oświecony czymś nie wiem, może być cokolwiek. Mam tutaj taką małą kapsułkę z napisem San San, zawiera w sobie całą historię sztuki od małp po urynę w słoikach. rano łyknę sobie w razie czego, miałem nie spać ale i tak się chyba nic już nie nauczę, włoże notatki pod poduszkę podłączę do usb 2.0 w skroni i wszystko do rana się przekopiuje. Pani od historii proszę bądź dla nas łagodna! Jakaś wiekopomna chwila. To pierwszy egazmin przed, którym się tak stresuje… i jeszcze jakaś wielka mucha lata po pokoju.
A to jest korba firmy antal chyba. Mało to śmieszne ale zainspirowało mnie do napisania kilku słów na temat. Z dedykacją dla Tomka.
Na egzamin jutro idziesz,
kawę pijesz, tabletki łykasz i ze stresu sikasz.
Tymczasem nie bój nic bo na pewno to zdasz,
przecież to korbka tylko, stara mała z metalu i niegroźna.
Zabij ją!
i co teraz?
luty 6, 2009
Dziekanat wchłoną dzisiaj mój indeks, skończyła się sesja. Przynajmniej oficjalnie bo wciąż jestem winien Panu z czerwonym nosem projekt intermedialny. Jakieś podsumowanie, refleksje na temat? Lenistwo ciągle zwycięża, Boże jak jak nienawidzę tego, tego nawet nie wiem jak to nazwać. Najgorsza wada bez wątpienia. Plan numer jeden na przyszły semestr pozbyć się tego małego sukinsynka! W sumie dałem rade, zmieściłem się ze wszystkim w czasie ale zadowolony i tak nie jestem, mogłem lepiej. Winą obarczam tego wyżej wymienionego… czyli siebie. Nie no, nie było źle ale wiosenny semestr będzie dużo lepszy!
Jeszcze tylko dyplom, w sumie też skończony. Jeszcze tylko drobna korekta i zaraz do drukarni jadę puścić proofa ( fajne słowo swoją drogą). W niedziele ostatnie spotkanie korekcyjne. Później tylko 27 luty i obrona. Obronię? Pewnie a dlaczego miałbym nie obronić. Niestety nie jestem do końca zadowolony z efektów pracy mojej. Znowu wygrywa Pan “L”, nienawidzę Cię! Chociaż wszystko może się jeszcze odmieni. Jak ziomy z ZAIKSU zainteresują się moją pracą i będą mieli ochotę wplątać się w małą kampanie to będzie fajnie. Znaczyło będzie, że jednak wywołują jakieś emocje te moje prace, prowadzą do dyskusji, znaczy że dobrze. Po to ktoś mądry kiedyś wynalazł plakat społeczny.
Chyba wszystko już wyliczone zostało. Niczego więcej już nie zawaliłem tak myślę. Więc o przewinieniach innych słów kilka. Pan Nakonieczny, zmarnował całemu wydziałowi, mojej grupie i mi kolejny semestr. Nie nauczył niczego. Sorry, od roku wprawia nam w ręce w pisaniu, za to szacun. Jednak stopień ignorowania swoich studentów i jego własny osobisty stosunek do nas tak mnie odpycha, że koleś ma u mnie pałę jak stąd do Lubartowa! Ciekawe, co nam wykroi na grafice edytorskiej. Pan od Kamieni, nowa technika, nowe miejsce, nowy osprzętunek tejże pracowni. Ktoś powinien wyjaśnić i pomóc zbłąkanym owieczkom. Liwakowi, jako że doktorem habilitowanym jest nie w smak wczuwanie się w role pasterza. Więc poprzestał na parzeniu herbaty i krytyko- korektach raz na miesiąc. To chyba nie tak miało być? Jednocześnie wielki szacunek dla Pana Malca. gdyby nie on to przynajmniej ja nic nie wyniósłbym z tej litografii, inni chyba też. Powinni wywalić pół wydziału a na ich miejsce wsadzić jego właśnie! Mimo nie do końca pewnej kondycji psychicznej jest osobą bardziej kompetentną od dużej ilości Pań i Panów z białego budynku. Amadeo Popek, ja wiem że młody, że dopiero się uczy ale nie można tak marnotrawić czasu zapracowanych studentów. Nieładnie, no, no!! Dużo, tanio, Popek. To zdanie najlepiej pokazuje cyfrową edycję obrazu pod wodzą Amadeusza. Niby dużo tego do ogarnięcia, niby przedmiot do ogarnięcia trudny. Jak w Tesco, duża hala jednak wartościowych rzeczy nie wiele. Panowie poprawcie się
To chyba na tyle, naleśniki czekają.
opis dyplomu mego, fuj
luty 1, 2009
wyspiarskie wariacje J.R.M.L.T.S.
grudzień 13, 2008




Zabili mnie
Wmawiali wszystkim że nie radzę sobie z tym ciężarem, że to wszystko mnie przerasta. Mówili że nie dam rady. Stworzyli narkomana, fałszywego heroinistę, człowieka dla którego używki ważniejsze są od duszy mojej sztuki. Doprowadzili do mojej śmierci, wiedziałem o tym. Bali się. Utonąłem w kłamstwach czerwonego wina. Zdradziliście mnie wszyscy! a ja was kochałem
Zabili mnie
Wmawiali wszystkim że jestem niebezpieczny, że mam słaby charakter i daje sobą manipulować. Mówili że Czarne Pantery przejęły nade mną kontrole. Obawiali się mojej magii. Nie rozumieli mnie, chcieli dawnego fajnego czarnego chłopczyka grającego dla białych ludzików. Nienawidzę was. Niszczycie mnie
Zabili mnie
Wmawiali wszystkim że jestem gwiazdą, objawieniem. Mówili o mnie; tego jeszcze nie było, nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieliśmy. Wielbiły mnie tłumy, moje kobiety, moje narkotyki, moje wszystko. Miałem wszystko, cały świat u stóp. Byłem najlepszy
Zabili mnie
Nazywam się James Marshall Hendrix mam 27 lat, jestem artystą, kocham swoją gitarę



